|
|
|
Przypomnienie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie w marcu 2008 |
|
|
|
|
Wpisał: Administrator
|
|
20.11.2008. |
Sezon się chyba definitywnie skończył, o czym można się przekonać patrząc za okno. W oczekiwaniu na kolejny marcowy wyjazd na Canary dobrze sobie przypomnieć mile spędzone chwile.
Jeśli ktoś chciałby pooglądać jak tam było ciekawie i zarazem wesoło, zapraszamy do galerii. Canary 2008 Pisana na gorąco relacja naszego reportera Rav'a poniżej.
Relacja z Gran Canaria - na gorąco
Krótkie podsumowanie pierwszych trzech dni KKWilanów na Wyspach Kanaryjskich.
Po ciężkiej niedzieli, która zeszła nam na locie Warszawa-Madryt-Las Palmas (w końcu to całe 4500 km od nas), San Agustin przywitało nas 23C i lekkim wiatrem znad oceanu. Pogoda taka idealna do jazdy, tak więc z ogromnym entuzjazmem wstaliśmy coby ruszyć w góry….
Dzień 1. „Los Grandos Korytos”
Po zapoznaniu się mapą, odebraniu bardzo porządnych rowerów z wypożyczalni, ruszyliśmy do boju. Początek idealny, doskonały asfalt, góry widać niedaleko, trzeba tam tylko dojechać… i tu zaczął się problem, który w rezultacie zaowocował 12 kilometrową spacero-jazdą po wyschniętym korycie górskiego potoku… Jeden zły skręt wyprowadził nas totalnie poza szlak, jechaliśmy i szliśmy po kamieniach wielkości kasku rowerowego cały czas pod górę. Upał coraz większy, wiatru brak, końca drogi nie widać a zawrócić już szkoda. W końcu dotarliśmy do normalnego szlaku, który okazał się częścią trasy maratonu, pokonywaną w druga stronę. Wtedy okazało się, że są tu poza kamieniami jeszcze bardzo porządne szutry, fantastyczne widoki, kaktusy, opuncje i kaniony. Tego dnia zrobiliśmy 36 km, 562 m przewyższeń. Potem zaliczona knajpa nad oceanem, basen, kolacja wino, spać;)
Dzień 2. „Poprawka”
Drugi dzień zaczęliśmy wycieczką w ciut zmienionym składzie. Nika postanowiła spędzić dzień bardziej rozsądnie niż rowerowo, Michał poszedł robić szosę, za to dołączył do nas Grzesiek Golonko. Pogoda coraz lepsza, ok. 30C w południe, w górach patelnia, pełne słońce topiące słoninkę. Postanowiliśmy zrobić wczorajszą trasę już prawidłowo, zmieniając kierunek jazdy. Okazało się to być strzałem w 10 gdyż tak naprawdę zrobiliśmy dzięki temu trasę naszego maratonu. Rozbiegówka asfaltem, potem podjazd 3700 m 12% pod tamę wodną i szutrowy podjazd ok. 2km. A potem kilka kilometrów dół, bardzo krętym, ciężkim , wyrzucającym w przepaść szlakiem i długi szuter do miasta. Ogólnie 45 km, 666 m ( hehe..) przewyższeń. Wieczorem jeszcze prezentacja maratonu na Fuertaventura, oraz degustacja wina;)
Dzień 3. „Relaksik”
Zaczęliśmy nietypowo , bo do basenów i opalania. Na rowery weszliśmy dopiero przed 14 z zamiarem znalezienia knajpy na obiad. Po zasięgnięciu języka u tubylców, skierowaliśmy się do Casa de Vieja, knajpy na obrzeżach miasta. Jak na razie okazała się być przebojem wyjazdu: miejscowa ryba Soma, kanaryjskie ziemniaczki, grillowana ośmiorniczka z sosem mojo, ślimaczki… W ogóle nie chcieliśmy wychodzić, ale w brzuchach nie było już miejsca na nic;) Ruszyliśmy więc na asfaltową przejażdżkę po okolicy- 25 km, 30 0m przewyższeń, część drogi deptakiem nad Atlantykiem. Wieczorem jeszcze z Grześkiem przygotowaliśmy pokaz filmu z MTB Beskidy Trophy, obejrzany ze sporym zaciekawieniem przez kilkunastu bikerów ze świata.
Cdn…..
Relacja z Gran Canaria - na gorąco dwa
Dzień 4. „Los grandos asfaltos”
Coraz cieplej się zaczęło robić, pogoda już zaczęła się robić mocno upalna;) Tym razem ruszyliśmy w składzie Senior, Andrzej, Patryk, Grzesiek i ja, czyli Rav. Punktem docelowym było jezioro Chiro na północny- zachód od Maspalomas. Teoretycznie było to jakieś 25 km w jedna stronę. Praktycznie zawróciliśmy, po ponad 2.5 h bo droga okazała się fantastycznym ale ciężkim asfaltem, zdecydowanie często idącym pod górę. Jechaliśmy grzbietem masywu, więc coraz to fajniejsze widoki po obydwu stronach drogi cieszyły nasze oczy. Szalony wiatr, upał jak diabli i wąski, doskonale utrzymany asfalt przed nami. Dojechaliśmy od poziomu morza na 624 m i ogromnego kanionu z jakąś wioską na dole. Niesamowity widok, aż trochę nierealny. Oczywiście nie dojechaliśmy do Chiro, za to powrót to w większości super szybki zjazd. 42 km, suma podjazdów 1069 m, średnie nachylenie 8.5 %. No, właśnie, podane wartości w poprzednich dniach to sumy podjazdów a nie przewyższeń;) Przepraszamy za pomyłkę;) Powrót do domu przez ulubioną już knajpę, gdzie przy piwku w oszronionych kuflach i ośmiorniczkach ustaliliśmy z pewnym anonimowym organizatorem maratonów nasze wyniki na ten sezon:-) Potem standard: basen, kolacja, prezentacja (tym razem niemieckiego MadEastChallenge), wino i spać.
Gran Canaria - po maratonie
Dzień 5. „Relaksik 2”
Tak naprawdę nie ma z bardzo co pisać- basen, relaks, knajpa, zapisy. I tyle;)
No, bałagan przy zapisach też mają;)
Dzień 6. „Maraton”
Upał coraz większy. Pobudka o 6.30, śniadanie i mocna polska brygada rusza w kierunku startu- jakieś 4 km do Maspolomas. Tam spotykamy jeszcze dwie Polki Jolę, Ewę i Bartka Janowskiego z ojcem. Start opóźniony ciut, cała grupa (301 osób) jedzie poza miasto gdzie jest stop i start ostry. Oba dystanse oddzielnie. Ostry asfalt na początku, stawka rwie się na małe grupki jadące osobno. Po kilku kilometrach zaczyna się prawie 4 km podjazdu 12 %, wjeżdżamy na tamę wodną i szuter w górę. Potem naokoło grzbietu i zawrotka w dół, potem znowu podjazdy i zjazdy szutrowe aż doszliśmy do rozjazdu i długiego, nieźle krętego i kamienistego zjazdu który na ostatnie kilka kilometrów przechodzi w płaski , kamienisty szuter a do samej mety. Razem 38km, ok. 650m podjazdów. Tylko Bartek jechał długi, z naszej grupki lecieliśmy w formacji Grzesiek- Rav/Micha- Patryk- Senior/Andrzej.
Organizacyjnie było to wszystko dość… hiszpańskie;) Opóźnienia, bałagan ogólny, brak zabezpieczeń, brak oznaczeń trasy…. Tak naprawdę nawet rozjazd był nieoznaczony, dzięki czemu niektórzy pojechali nieswoje dystanse- wyobraźcie sobie chłopaków z Rotora na tandemie, którzy musieli robić dodatkowy podjazd po kamieniach coby wrócić na trasę… Absurdalne też było sklasyfikowanie kilkunastu jeźdźców z dużego dystansu na małym- startowali przecież parę minut wcześniej… Odwołano tez Kobiecy Maraton w który miał wystartować Nika, bo nie zdążyli z rozstawieniem mety
No, ale potraktowaliśmy to jako wakacje i wakacyjny maraton, więc w sumie na śmieszno.
Wyniki Polaków bardzo zacne: Bartek 5 na długim dystansie, Grzesiu 11 w open i 2 a w kategorii, Jola 2 w kategorii, Ewa 3, Senior 4, Andrzej 5 w kategorii, Patryk 12 w elite, Micha 10, ja 7. W sumie Polska miała 4 x podium na dekoracji, zadbaliśmy o flagę i medaliści wychodzili w jako jedyni z barwami narodowymi;) W sumie 40 % startujących weszło an podium;))
Trochę własnych refleksji uczestników:
Nika: Budująca forma chłopaków, hiszpańska fantazja i ogólny rozgardiasz.
Grzesiu: fajnie, że start był wcześniej, nie było aż tak gorąco. Bardzo szybki. I mimo, że temperatura u nas bliska zeru, niech Hiszpanie przyjeżdżają do Polski na treningi;)
Patryk: szybko, znajomość trasy nieocenionym atutem, szuter zdradliwy, bufetu nie pamiętam.
Micha: maraton oceniam na 100% ,minus 10% za srake-padake (czyli jego tutejszy rower -dop. redaktora).
Andrzej: krótki i sympatyczny, pienioskoczek wytrzymał.
Senior: podobał się mi bufet którego nie widziałam- dzięki czemu nie stanąłem na nim. A i ani razu nie słyszałem „lewa-wolna”.
Rav: dobrze było:)
Link do galerii Canary 2008
|
|
|
| |
|