|
|
|
MTB Istebna 2009, koniec sezonu maratonów GG |
|
|
|
|
Wpisał: Administrator
|
|
20.09.2009. |
Istebna, pomimo reklamowych tekstów organizatora kojarzy mi się nienajlepiej. Właściwie, to kojarzyła, do wczoraj. Zmieniłem zdanie, pewnie również ze względu na bardzo łaskawą aurę tego roku. A może jeszcze dlatego, że ten maraton wieńczył bardzo trudny sezon. Postanowiliśmy z Seniorem w tym roku pojechać całego "Golonkę" i wyszło tego 9 startów, co daje pewnie z 15 km podjechanych przewyższeń.
Samo MTB Istebna jak zwykle dla mnie zaczęło się w Warszawie od nerwów. Coś takiego się zawsze ze mną dzieje przed zawodami, że mam trochę stracha. Głównie przed tym, że zaliczę glebę. Im dalej w las - tym więcej drzew, co w moim przypadku znaczy świadomość własnych ograniczeń. Tych czysto technicznych i tych psychicznych. Poza tym grawitacja jest bezwzględna. Jak na kolarza górskiego, to jestem dość dobrze zbudowany. Za dobrze, żeby był to naturalny wybór aktywności. W moim przypadku, to raczej przekora i upór.
Wyjechaliśmy w dwa auta. Senior z Patrykiem w jednym . Nika z Lolą i ze mną w drugim. Jazda w piątek przez nasz kraj ojczysty to czyta przyjemność. Dla masochistów oczywiście. Desperacja pozwoliła nam dotrzeć na miejsce jeszcze przed zamknięciem baru. Wzmocnieni Żywcem spaliśmy mocno i szybko. Pogoda sobotnim ranem zwiastowała dobrą zabawę. Słońce, ciepło, sucho, jak nie w Istebnej, kiedy przychodzi czas na jechanie rowerem.
Przygotowania do startu zakłóca problem z rowerem Seniora. Tylny hamulec miętki jak nie przymierzając …………….. (na być przyzwoicie). Okazuje się, że awaria nie do naprawy od ręki. Byłoby bardzo źle, gdyby nie niezwykłe szczęście Seniora do znajomości z właściwymi ludźmi. Przedstawiciel Speca pożyczył mu rower testowy na zawody. I tak Senior pojechał na całkiem fajnym, czerwonym Epic’u. Co prawda złapał na trasie gumę, ale pojechał i dojechał w doskonałym stylu.
Jak zwykle ustawiliśmy się na starcie w strefie analnej. W przypadku Istebnej nie jest to rozsądne. Rozjazd jest dość krótki i dalej jest na tyle wąsko, że wyprzedzanie wszystkich przypadkowych zawodników z mini na podjazdach i przede wszystkim na zjazdach jest koszmarem. Poza tym jest dość niebezpieczne. Mini powinno startować 15 min później i byłoby po kłopocie. Jakby nas dojechali, to ci lepsi a z nimi nie ma problemu.
Widoki były piękne, trasa ciężka, jak zwykle w Istebnej. Przynajmniej jest to prawdziwe kolarstwo górskie. Bez kompromisów. Część na Słowacji była niezwykle urocza. Całkiem inny krajobraz. U nas lasy świerkowe ze znacznymi śladami wycinek, tam hale. Chyba oni wcześniej się z tymi lasami rozprawili.
Meta była wybawieniem i wielką radością. Koniec sezonu, czas na podsumowania.
Po pierwsze, należy podziękować Grzegorzowi Golonce za formułę cyklu maratonów, które są przede wszystkim górskie i chwilami bezkompromisowe. Jak się komuś nie podoba, to niech jeździ w Mazovii. Skala trudności technicznych w górach przekracza czasem moje możliwości, ale przecież można zejść z roweru i pewne odcinki pokonać pieszo. Za to ci najlepsi mają dobrą zabawę i trasa ich nie nudzi.
Po drugie, dla Warszawiaka jazda w maratonach górskich co dwa tygodnie, przez cały sezon, to nie lada wyzwanie logistyczne. Zwłaszcza ze względu na nasze dogi.
Po trzecie, zaczynam uczyć się jeździć na rowerze. Wydaje się to śmieszne, ale w tym sezonie poprzez starty w górach dostałem prawdziwą szkołę. Zdecydowanie skromniejszy jestem. Coraz lepiej wiem jak bardzo jestem amatorem i jak wiele brakuje mi do tych nielicznych naprawdę profesjonalnie jeżdżących mtb.
Po czwarte, piąte i kolejne, to jestem bardzo szczęśliwy, że jesteśmy fajną grupą ludzi pozytywnie zakręconych i pod szyldem Maruderzy funkcjonujemy wśród hobbystów rowerowania budząc sympatyczne emocje. Dziękuję więc tą drogą wszystkim, którzy nasz wizerunek budują. Najlepszym świadectwem na to jak jesteśmy postrzegani, jest pomysł Grzegorza G, który planując wstępnie wiosenny wyjazd treningowy na Kanary w przyszłym roku nawet przez chwilę nie zastanawiał się i wziął pod uwagę udział reprezentacji maruderskiej.
Sezon MTB maraton 2009 jest zamknięty. W tym roku zapunktowali starszaki. Senior i ja. Senior na miejscu 6 w generalce mega M6, ja na miejscu 5 w generalce M5. Młodzieży, że tak powiem, do dzieła. Cała zima na trening i w przyszłym roku należy dać odpocząć zasłużonym.
Dla mnie sukcesem w sezonie 2010 będzie dorównanie Seniorowi. Nie chodzi tu oczywiście o prostą rywalizację, bo wyniki są zawsze odzwierciedlaniem formy. Myślę głównie o sposobie w jaki się pokonuje trasę. Pod górę zawsze Senior jechał lepiej ode mnie. Może uda mi się kiedyś za nim nadążyć.
Zobaczymy, jakie wyzwania postawimy sobie w przyszłym roku. Najważniejsze, żeby zdrowie było i humor dopisywał.
Na gorąco spisał
Andrzej (amj)
|
|
|
| |
|