Losowa fotka:
Maruderzy
Strona główna arrow Maruderskie relacje arrow Złoty Stok oczyma Seniora
Menu:
Strona główna
Aktualności
- - - - - - -
Manifest programowy
Maruderzy - sylwetki
Maruderskie relacje
Maruderska galeria
- - - - - - -
Forum
Stare forum (archiwum)
Linki
Szukaj
Napisz do nas
- - - - - - -
 

Złoty Stok oczyma Seniora PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
18.05.2010.
Lało w Warszawie, lało w Złotym Stoku cały piątek do wieczora, temp. 6-7 st.
Jechaliśmy z Kubskim licząc, że wodnej kąpieli nie zaznamy na trasie maratonu.
I w sobotę na szczęście chmury były, ale padać przestało.
Rano szybkie śniadanko i na start.
Start pod górę 8 km po mokrym. Jak zwykle na początku tłumek wpychających się pod górę w różnym tempie bardziej lub mniej napiera.
Po godzinnej jeździe udaje mi się zobaczyć szczyt, potem w dół.
I znów pod górę i w dół.
I w zasadzie tak wyglądał cały maraton. Acha jeszcze było mokro i błotniście.
A i była Borówkowa też.
Cała trasa jak się potem okazało tylko miejscami nie była mokra, bez kałuż i błotka.
Na szczęście to błoto nie jest takie jak w Beskidach /nie czepia się i nie wciąga/.
Po prostu wodnista paćka. Na zjazdach nawet szutrowych płynęły strumyczki wody, często błotniste.
Łąki z trawą oczywiście grząskie.
Miłe spotkania na trasie z Karelem i Czajnikiem miały znaleźć finał we wspólnym finiszu na mecie.
Niestety po jednym ze zjazdów oglądam się i za mną same obce koszulki. Karel zniknął.
Jak się później okazało awaria opony zastopowała go skutecznie.
Generalnie nie można by narzekać, bo pogoda to rzecz nadprzyrodzona, a ułożenie trasy fajne.
Fatalnie zaczęło się gdy zobaczyłem na 41 kilometrze info: „5 km do mety”.
W stylu Grześkowym zaczęły się krótkie sztywne podjazdy „na dobicie” i zjazdy w potokach szutrowych.
Do tego już się przyzwyczaiłem więc z nadzieją wypatrywałem mety, bo i odgłosy miasteczka i speakera chyba słyszałem.
Po następnych 7 kilometrach widzę znów „ 5 km do mety"
Na chwilę zwątpiłem czy nie pomyliłem trasy, ale widoki dookoła jakby nowe. Zwalniam dochodzą mnie dwaj Gigowcy.
I też mają wątpliwości. Jedziemy. A raczej idziemy. Albo w górę albo w dół.
Nie da się jechać bo single track w luźnym podłożu i stromym /jeden z nich pośliznął się i zjechał na tyłku ponad 20 m/.
A pod górę tak stromo, że nikt po miękkim nie pojechał/. Cała ta sekcja w lesie.
W sumie wyszło 51 km, mimo zapowiedzi na starcie o długości mega 41km.
Zupełnie bez sensu te 10km, bo nic to nie dało a tylko popsuło ogólne wrażenia.
No ale było i ponad 5 godzin na rowerze zaliczone.
Mycie rowerów odbyło się już w domu w niedzielę, a trwało to trochę.

Dalej w dobrej formie - Senior
 
 
© 2010 Maruderzy Anti-Racing Team
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.