Losowa fotka:
Maruderzy
Strona główna arrow Maruderskie relacje arrow Carbon w Ardenach, czyli eksploracja nowych terenów
Menu:
Strona główna
Aktualności
- - - - - - -
Manifest programowy
Maruderzy - sylwetki
Maruderskie relacje
Maruderska galeria
- - - - - - -
Forum
Stare forum (archiwum)
Linki
Szukaj
Napisz do nas
- - - - - - -
 

Carbon w Ardenach, czyli eksploracja nowych terenów PDF Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
29.05.2010.
Relka z lekkim opóźnieniem, ale miałem młyn.

Miłego czytania.

Poszukiwania jakichkolwiek górek skierowały mnie ku Belgii, a dokładniej ku Ardenom… Ku memu zadowoleniu Google szybko znalazł “Ardennes Trophy 2010”, czyli Maraton!!!

Szybkie sprawdzenie dat, na szczęście poniedziałek 24 maja jest dniem wolnym we wszystkich krajach w okolicy. Decyzja zapadła szybko, jadę!

W Theux, zameldowałem się już w niedziele żeby dokonać formalności w biurze zawodów i zdać test z francuskiego… W pakiecie dostałem sztywny numer startowy z przyklejonym taśmą chipem (do zwrotu), zipki, tiszert, mapkę wraz z opisem (tabelka z lista podjazdów i ich „wymiarami”. Dystanse do wyboru to 50km (1000m). 70km (1800m) I 90km (2400m) . Wybrałem średni.

Akurat kończyły się mistrzostwa Belgii juniorów w xc (Dzieciaki lat 12-13-14). Mimo że to przedszkole mtb, rowery od wersji dla dorosłych różniły się tylko rozmiarem ramy.

Wieczór spędzam w Spa, miejscowości słynnej z toru Spa-Francorchamps i F1, głównie na piciu piwa i oglądaniu samochodów, które ewidentnie przyjechały na tor.

Poniedziałek,...

Słonce od rana, będzie 27 stopni, więc pięknie. Przy śniadaniu zagaduję holendrów o trasę. Mówią, że będzie mokro (hmmm.. nie bardzo rozumiem) a tak poza tym to “up and down all day long” (to też dopiero później zrozumiem)

Na zaimprowizowanym na łące parkingu, oprócz masy samochodów, kilkanaście kamperów i namiotów. Rowery uśredniając trochę lepsze niż w Polsce, ale bez szalu znanego z Kanarów. Sporo speca, treka, c’dale’a, canyona itd... stosunek fulli do HT na oko 50/50. Wśród HT, króluje carbon, ale naliczyłem, co najmniej kilkanaście tytanowych ram.

Opony, rządzi Schwalbe, później hutchinson. Inne marki to Conti, Vredestein (niespotykany w pl.), Geax. Zero Maxxisa i Kendy.

Starty zostały przewidziane w grupach:
- 9: 30 dystans 90k pierwsza setka generalki i zawodnicy z licencją
- 9: 35 reszta wycinaków 90k
- 9: 45 dystans 50 I 70 k pierwsza setka generalki i zawodnicy z licencją
- 9: 50 reszta (w tym ja!)

Na starcie, oddalonym od mety i miasteczka zawodów o ok 1km (na szczęście 100% w dół) słychać 3 języki holenderski, francuski i niemiecki, humory dobre, czuję się jak w domu na mtbmarathon.

Strzał z pistoletu, rozmowy milkną i zaczynamy wspinaczkę do podgórę. Po ok 2 km asfaltu I szutru wpadamy do lasu, peleton jest średnio rozciągnięty a zaczyna sie robić coraz węziej… Panuje kompletna cisza przerywana tylko rytmicznym dźwiękiem tylnych przerzutek. Jest wąsko, wyprzedzanie niemal zawsze kończy sie otarciem barków… mimo to nadal panuje cisza, nikt nie leży i nikt nie schodzi z roweru. Widocznie przepychanki są wpisane w zasady gry...

Później zaczęła sie niezliczona ilość górek…. Otóż najwyższa “góra” w okolicy ma ok 350 metrów a te 1800m przewyższenia musieli gdzieś zrobić… Większość podjazdów ma po 700-800metrow ze średnim nachyleniem 12%. Skąd to wiem? Dzięki super rozwiązaniu! Wszystkie istotniejsze podjazdy oznakowane były tablicą z ich "wymiarami". (Zdjęcie w galerii Best of Sportografa – Grzegorzu mam nadzieje ze to przeczytasz!). Najdłuższy podjazd dnia miał 2400m metrów… Wiec trasa totalnie nie pod moje gusta, non stop góra dół, a zjazdy na tyle krótkie ze nie starczało czasu na odpoczynek…

Teraz kilka słów o trasie. W zasadzie było wszystko oprócz wysokich gór i długich pojazdów/zjazdów. Asfalt owszem, suchy i gorący jak patelnia szuter też, błoto owszem, mokre kamienie i korzenie w promocji dorzucone do błota. Kilka trawiastych odcinków, wąziutkie single yes please (z dokładką)! Dla mnie ciekawe były kawałki lasu, w których sie dzięki gęstym koronom drzew, mino braku opadów, przy bezchmurnym niebie I 27 stopniach nadal było świeżutkie błoto (naszczecie nie wredne i nie oblepiające). Wybór “idealnych” opon na ta trasę, jest chyba nie możliwy.

Na początku jechało mi sie naprawdę dobrze, fajna trasa. Dobrze oznakowana, co 5km tabliczki informujące o dystansie (dokładność +/- 100 do mojego licznika). Zresztą długość trasy przed startem określono na 69, 83km, mi wyszło tylko 300m więcej wiec da sie dobrze określić długość trasy!

Przed startem, obiecałem sobie ze będę zjeżdżał zachowawczo, (bo dzwon daleko o domu, do tego bez wsparcia, to średnia sprawa, oraz ze zmieszczę sie poniżej 4h! Ok 30km zacząłem rozumieć ze 4h w życiu mi nie wyjdzie... w tym miejscu tez by- pierwszy Buffet, sądząc po tłoku obowiązkowy. Menu standardowe, banany, pomarańcze, wafelki, woda i izotonik Windose. Co ciekawe, bufet umiejscowiony w miasteczku zawodów. Potem wyjazd poprowadzono trasa xc z dnia poprzedniego, relatywnie wolna I techniczna, moim zdaniem to fajny pomyśl, bo kibice mieli, na co popatrzeć a ze miejsce łatwo dostępne to była ich masa!

Trasa oznakowana dobrze, białymi wstęgami, ale moim zdaniem niebieskie tabliczki sa dużo lepsze. Na skrzyżowaniach obstawa, wszystko w porządku. Natomiast nie widziałem ani jednego ratownika na trasie, a można sie było ładnie wyłożyć. Choć przed startem krążył nad nami ratowniczy helikopter. Inna sprawa, niebudząca mojego zaufania, to częsty przebieg trasy wzdłuż ogrodzeń płotu kolczastego, ale cóż chyba taka okolica.

Dętki.... Tylu osób z zerwanymi łańcuchami, pękniętymi hakami albo zmieniających gumy nigdy nie widziałem a przecież górki niskie dość oble w przekroju.... Ok 35km oddaje jedna dętkę chłopakowi, z którym mijam sie juz któryś raz na trasie, mówi ze to jego 3cia guma dzisiaj... Ja tez jadąc na oponach z napisem, supersonic tylko czekam na swoja kolej.... az do 40km. Zjazd, dobicie i nagle twardo do tyłkiem. Pierwsza guma na maratonie od 2007 roku! Jakoś nie przejmuje, bo mam wymówkę żeby zejść z roweru i odpocząć. Nie spiesząc sie zbytnio trochę pod pompowuje oponę a potem wbijam w nią 2 naboje. i ruszam dalej.

Drugi bufet
Ok 50 km drugi bufet! Mam już dość, idea skończenia w 4h dawno zapomniana, za to już to rozumiem co to znaczy „up and down all Day long”. No ale jest szansa na odpoczynek. Znowu tłok, jest tez darmowy serwis, gdzie sprawdzają mi ciśnienie w tylniej oponie i dla bezpieczeństwa dobijają na 45psi) Kupuję też dętkę. Menu, rozszerzone, kilka rodzajowa wafelków, owce, woda Windose i.... 2 rodzaje gofrów!!!!! (Takich prawdziwych sycących na miodzie!!!!)

Dzięki ów gofrom poziom energii, którego gówniane żele Isostar i aptonia nie były wstanie zapewnić, rośnie znacznie. Trasa sie zwęża... Trawersem jedziemy singlem, z prawej potok (dla wtajemniczonych: taka mienia tylko ze węższa, trawersem i lekko w dół – miodzio...) niestety „w dół” trwa w tych okolicach dość krotko, ale naszczęście kontynuujemy singlem po płaskim (w tej tym etapie juz nikt nie ma ochoty wyprzedzać, a zresztą i tak sie nie da). Potem podjazd., Którym wyprzedzam gościa (M4 albo i więcej), jako ze ma rękę zakrwawioną pytam sie czy wszystko ok.... a koleś z uśmiechem bez górnej jedynki mówi „oui”!......

Kolejnym kilku podjazdach, znowu wąziutki singiel w dół, dojeżdżamy do czterech switchback’ow, 75% osób sprowadza, Francuzi płaczą, Holendrzy klną pod nosem... Nawroty były na tyle wąskie ze bez dokręcenia ostatnio 45stopni zakrętu w powietrzu lub na przednim kole nie dało się tego przejechać.

60 km i 3 bufet, tym razem asortyment poszerzono o deskę serów i wędliny... Wina niestety sie nie doszukałem się...

Najdłuższy podjazd został na koniec, jedyne 2, 5 km, ale wszyscy maja dość.

Wreście upragniona meta.

Statystyki...
70km
Zwycięzca 2:55:25
Ja 5:12:50 (225)
Ostatni 7:08:51 (409)
Wystartowało 481

90km
Zwycięzca 3:46:19
Ostatni 8:59:44 (594)
Wystartowało 751

50km
Zwycięzca 2:15:55
Ostatni 5:59:43 (283)
Wystartowało 306

W sumie wystartowało 1381 osób, choć przez sortowanie startów było tego czuć w peletonie.

Za metą odrazu stacja zdejmowania numerów i zwrotu kaucji (pani z plikiem 10tek)

Organizator z organizował strzeżony bike-parking (oddajesz rower za numerek, nikt oprócz obsługi nie ma wstępu, a rowery kładzione tak żeby wogóle sie nie dotykały). Fajne udogodnienie, spokojnie mogłem iść poszukać jedzenia.

Darmowej strawy, często u nas krytykowanej brak... A z płatnej jest ciasto, i hot dogi z białej kiełbasy...
Sam nie wiedziałem czy strawię czy nie, ale cóż, głodny byłem...

Generalnie podobało mi się bardzo, żałuję, że szybko musiałem się zwijać z powrotem do domu po zawodach. Organizacyjnie nie mam zastrzeżeń, a i upodliłem się zacnie. Myślę że średnia prędkość zwycięzcy 70tki (23kmh) dobrze pokazuje trudności i wredność trasy.

Best of Sportograf
http://www.sportograf.de/pl/shop/event/766

Sportograf moje

http://picasaweb.google.pl/pwojcikowski/SportografArdennesTrophy

Moje zdjęcia
http://picasaweb.google.pl/pwojcikowski/ArdennesTrophy2010

Pozdrawiam z Amsterdamu
Patryk
 
 
© 2010 Maruderzy Anti-Racing Team
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.